No tak!
Moje bioderko po remoncie, a dokładniej mój BMHR-ek ma już roczek.
Ależ to zleciało! Jeszcze nie dawno płakałam z bólu i mówiłam, że w życiu nie dam się zoperować na drugie biodro, A teraz marzę o drugiej operacji.
Podsumujmy:
Na pewno nie boli, na pewno jest lepiej i na pewno mam o wiele lepszą sylwetkę, ruchomość w stawie i mięśnie w dużo lepszym stanie, ale jednak czuję pewien niedosyt. Trochę więcej się spodziewałam. No, ale mój operator cały proces wyleczenia przewidział dopiero po operacji drugiego, równie "zrytego" biodra. Więc może jeszcze nie powinnam podsumowywać?
Jaka może być największa kara dla mojego dziecka?
Pozbawienie jej dostępu do sieci internetowej i komórkowej :). Ha, ha, zapomniała, że jadąc do swojego chrzestnego na tydzień, tym samym skazuje się na "wiejską izolację" . Ustawiła sobie opis na gg "odcięta od świata" a do mnie napisała sms-a "chcę do domu" (gdy gdzieś zebrała zasięg).
Jak myśmy sobie dawali radę bez tych "czasoumilaczy"? A dawaliśmy niewątpliwie :)
Wczoraj zrobiłam sobie wypad na pifffko z rodzinką. Wypiłam, jak na mnie, całkiem sporo :) Odchamiłam się na całego, a do domu zlądowałam o 2.00 w nocy. Nie pamiętam kiedy tak późno do domu z grandzenia wracałam :) Za to nad ranem włączyła mi się "suszarka". Pod ręką była tylko cola więc nie wybrzydzając sięgnęłam po nią wypijając dwa łyki. Kolejnym gratisem po nocnym szaleństwie był ból głowy. Tak, tabletki też dorzuciłam do mojego żołądkowego śmietnika, by ból się nie rozhulał, bo wtedy rewolucje na bank.
Za oknem szalała burza. Pozamykałam okna. Ależ błyskawice! Ulewa dopełniła czarę koszmarnego poranka. Nic kładę się dalej :P
10.00...
Wstać, czy nie wstać? Oto jest pytanie!
Wyrzucam Krzyśka z łóżka, bo kawa być musi. Piję kawkę, odpalam lapka i byczę się do 12.00. Śniadanie moje to rewelacyjne połączenie pączka z jabłkiem. Ale... dzwonię do siostry i umawiam się z nią na działkę. Lenistwo może i dobra rzecz, ale wolę ruszyć tyłek, by "pooddychać" zielenią.
Pozbawienie jej dostępu do sieci internetowej i komórkowej :). Ha, ha, zapomniała, że jadąc do swojego chrzestnego na tydzień, tym samym skazuje się na "wiejską izolację" . Ustawiła sobie opis na gg "odcięta od świata" a do mnie napisała sms-a "chcę do domu" (gdy gdzieś zebrała zasięg).
Jak myśmy sobie dawali radę bez tych "czasoumilaczy"? A dawaliśmy niewątpliwie :)
Wczoraj zrobiłam sobie wypad na pifffko z rodzinką. Wypiłam, jak na mnie, całkiem sporo :) Odchamiłam się na całego, a do domu zlądowałam o 2.00 w nocy. Nie pamiętam kiedy tak późno do domu z grandzenia wracałam :) Za to nad ranem włączyła mi się "suszarka". Pod ręką była tylko cola więc nie wybrzydzając sięgnęłam po nią wypijając dwa łyki. Kolejnym gratisem po nocnym szaleństwie był ból głowy. Tak, tabletki też dorzuciłam do mojego żołądkowego śmietnika, by ból się nie rozhulał, bo wtedy rewolucje na bank.
Za oknem szalała burza. Pozamykałam okna. Ależ błyskawice! Ulewa dopełniła czarę koszmarnego poranka. Nic kładę się dalej :P
10.00...
Wstać, czy nie wstać? Oto jest pytanie!
Wyrzucam Krzyśka z łóżka, bo kawa być musi. Piję kawkę, odpalam lapka i byczę się do 12.00. Śniadanie moje to rewelacyjne połączenie pączka z jabłkiem. Ale... dzwonię do siostry i umawiam się z nią na działkę. Lenistwo może i dobra rzecz, ale wolę ruszyć tyłek, by "pooddychać" zielenią.
Napięty plan
Kocham weekendy, a w szczególności te na maksa napięte :)
Sobota stała pod znakiem imprezy urodzinowej u rodziców mojego Krzysia. Jednakże jego siostra po prawie dwumiesięcznej nieobecności nie dotarła na czas z GB i dlatego poprosili nas o przesunięcie imprezy na niedzielę. Pasowało mi to ni w pięć, ni w dziewięć, bo w niedzielę, koło południa mieli się u mnie pojawić ludzie fundacji. Jednak zgodziłam się, bo miałam ochotę sobotnie popołudnie spędzić z siostrą przy grillu. Pogoda nie była idealna na grillowanie, ale ochroniliśmy się od wiatru siadając w kątku i ostro walczyliśmy z kiełbachą oraz promilkami.
Niedzielę od rana spędziłam w kuchni przygotowując obiad dla fundacyjnych gości. Nie oczekiwałam takich komplementów za przygotowaną strawę no ale cóż choć tyle należało mi się za spędzony czas przy kuchence. Oczywiście Ewcia, Karola i Katja ostro pomagały mi w kuchni jak tylko przyjechały. Jako te sprawniejsze wyrzucały mnie z kuchni bym nie przesadzała. Kawka, herbatka, ciastko, obiad, znów kawka, znów ciacho, winko :) , a to wszystko w tak ekspresowym tempie, że nie mam pojęcia gdzie się nam to mieściło. No chyba że gadatliwe usta i język równie ekspresowo palił kalorie hi hi, to by się zgadzało. Krzysiek powiedział mi wieczorem, że pewnie mamy dość na jakiś czas... Zaprzeczyłam :(
Za to ważne sprawy fundacyjne daliśmy radę poruszyć. No to powiem w sekrecie, że oj będzie się działo!!! We wrześniu zjazd II urodziny forum w Borkach, sporo warsztatów w różnych zakątkach Polski, no a we wrześniu jeszcze będziemy w końcu mogli występować o status OPP i jeszcze spoooooro fajnych rzeczy się wydarzy. Dlatego śledźcie i stronę www fundacji i www forum.
Po spotkaniu popędziłam na urodzinową imprezę rodziców Krzysia. Spóźniona szybko włączyłam się w rozmowę. Było bardzo przyjemnie, a na koniec wylądowaliśmy w knajpce. Za dużo tego wszystkiego, jak na moje bioderka, choć w nocy spałam jak zabita. Ciekawe dlaczego? ;)
Wracając do mojej bioderkowej historii ...
Wczoraj lub dzisiaj miałam zadzwonić do dr MM, by się dowiedzieć, co tam w mojej sprawie słychać. Nie chcąc być upierdliwą zadzwoniłam dzisiaj z rana i tylko raz, bez większego entuzjazmu. Nie odebrał, ale wtorek jest dniem operacyjnym, więc czego mogłam się spodziewać dzwoniąc dopiero koło 10.00. Pół godziny później patrzę, a doktor dzwoni do mnie. Odbieram i słyszę; "Dzień dobry pani Iwono. Widziałem, że pani do mnie dzwoniła" Ależ on ma miły głos :) Wręcz kojący. Mogłabym go słuchać godzinami. Najważniejsze, że ustaliliśmy wstępnie datę operacji na koniec lipca/początek sierpnia. Dzwonić mam 18 lipca to dowiem się szczegółów :P No to czekam, cóż mi pozostało.
Za parę dni będę miała rocznicę wstawienia mojego BMHR-ka muszę jakoś to superaśnie uczcić :)
Szczegóły wkrótce :)
Sobota stała pod znakiem imprezy urodzinowej u rodziców mojego Krzysia. Jednakże jego siostra po prawie dwumiesięcznej nieobecności nie dotarła na czas z GB i dlatego poprosili nas o przesunięcie imprezy na niedzielę. Pasowało mi to ni w pięć, ni w dziewięć, bo w niedzielę, koło południa mieli się u mnie pojawić ludzie fundacji. Jednak zgodziłam się, bo miałam ochotę sobotnie popołudnie spędzić z siostrą przy grillu. Pogoda nie była idealna na grillowanie, ale ochroniliśmy się od wiatru siadając w kątku i ostro walczyliśmy z kiełbachą oraz promilkami.
Niedzielę od rana spędziłam w kuchni przygotowując obiad dla fundacyjnych gości. Nie oczekiwałam takich komplementów za przygotowaną strawę no ale cóż choć tyle należało mi się za spędzony czas przy kuchence. Oczywiście Ewcia, Karola i Katja ostro pomagały mi w kuchni jak tylko przyjechały. Jako te sprawniejsze wyrzucały mnie z kuchni bym nie przesadzała. Kawka, herbatka, ciastko, obiad, znów kawka, znów ciacho, winko :) , a to wszystko w tak ekspresowym tempie, że nie mam pojęcia gdzie się nam to mieściło. No chyba że gadatliwe usta i język równie ekspresowo palił kalorie hi hi, to by się zgadzało. Krzysiek powiedział mi wieczorem, że pewnie mamy dość na jakiś czas... Zaprzeczyłam :(
Za to ważne sprawy fundacyjne daliśmy radę poruszyć. No to powiem w sekrecie, że oj będzie się działo!!! We wrześniu zjazd II urodziny forum w Borkach, sporo warsztatów w różnych zakątkach Polski, no a we wrześniu jeszcze będziemy w końcu mogli występować o status OPP i jeszcze spoooooro fajnych rzeczy się wydarzy. Dlatego śledźcie i stronę www fundacji i www forum.
Po spotkaniu popędziłam na urodzinową imprezę rodziców Krzysia. Spóźniona szybko włączyłam się w rozmowę. Było bardzo przyjemnie, a na koniec wylądowaliśmy w knajpce. Za dużo tego wszystkiego, jak na moje bioderka, choć w nocy spałam jak zabita. Ciekawe dlaczego? ;)
Wracając do mojej bioderkowej historii ...
Wczoraj lub dzisiaj miałam zadzwonić do dr MM, by się dowiedzieć, co tam w mojej sprawie słychać. Nie chcąc być upierdliwą zadzwoniłam dzisiaj z rana i tylko raz, bez większego entuzjazmu. Nie odebrał, ale wtorek jest dniem operacyjnym, więc czego mogłam się spodziewać dzwoniąc dopiero koło 10.00. Pół godziny później patrzę, a doktor dzwoni do mnie. Odbieram i słyszę; "Dzień dobry pani Iwono. Widziałem, że pani do mnie dzwoniła" Ależ on ma miły głos :) Wręcz kojący. Mogłabym go słuchać godzinami. Najważniejsze, że ustaliliśmy wstępnie datę operacji na koniec lipca/początek sierpnia. Dzwonić mam 18 lipca to dowiem się szczegółów :P No to czekam, cóż mi pozostało.
Za parę dni będę miała rocznicę wstawienia mojego BMHR-ka muszę jakoś to superaśnie uczcić :)
Szczegóły wkrótce :)
Kwiaty we włosach.
Dwugłowy uda długi- to mięsień, który dzisiaj fizjoterapeuta mi "rozpracowywał". Mało sympatyczny, ale do przeżycia ból, czułam praktycznie przy każdym kroku. Pierwszy raz ból pojawił się, gdy próbowałam wbić kijek w ogródku. Ten się wpół złamał, a ja wpadłam w maciejkę jak długa. Świetny pewnie widok byłby, gdyby ktoś to sfilmował i wystawił na you tube. Krzysiek się śmiał ze mnie, a jego mama wyglądała na zatroskaną. Faceci, ech! Zero współczucia :P
W efekcie fizjoterapeuta rozmasował mi wszystko co się tylko dało i na co czasu wystarczyło, a na koniec okleił mnie taśmami kinesio taping i to w dwóch kolorach, że wyglądam prześlicznie, jak kwiatuszek :) . Może nie jak maciejka, ale też pięknie.
W efekcie fizjoterapeuta rozmasował mi wszystko co się tylko dało i na co czasu wystarczyło, a na koniec okleił mnie taśmami kinesio taping i to w dwóch kolorach, że wyglądam prześlicznie, jak kwiatuszek :) . Może nie jak maciejka, ale też pięknie.
Uwielbiam prezenty! Jeszcze bardziej te ze szczerego serca :)
Zacznijmy od początku...
Kilka dni temu obchodziłam swoje kolejne 18-te urodziny he he :) W związku z czym odprawiałam w sobotę imprezkę urodzinową. Goście punktualni, stół suto zastawiony, procenty - a jakże też były, humor dopisywał. Po prostu wymarzone party. Najgorsze było to, że przed samą imprezą połknęłam "prochy", by przetrwać jakoś. Już całą noc nie spałam, zresztą nie pierwszą, bo koszmarny ból ze sporą częstotliwością wyrywał mnie z objęć Morfeusza. To straszne, by ból nie dał normalnie choć egzystować. Może prochy, a może alkohol sprawiły że spałam jak dziecko do 9.30. Ależ byłam zła, gdy telefon telefon zaczął dzwonić i przerwał te błogie uczucie snu. Z drugiej strony, czy powinnam się złościć, że ktoś o 9.30 do mnie dzwoni? Przecież dla większości ludzi to normalna godzina na wstawanie. W większości pewnie też już są po śniadaniu, ba..., może nawet po porannej kawce. A ja niestety jak "alien" burzę się o przyziemną rzecz. Choć i dzwoniący też powinien być na tyle wyrozumiały, by domyślić się, tym bardziej, że zna moją sytuację. A tak naprawdę jest obrażony...
W rehabilitacji wielka d@@pa
Rehabilitant ledwo umie mnie już wyprowadzać na prostą, jak to sam stwierdził :(
Coraz większe przykurcze najprawdopodobniej odpowiadają za moje bezsenne noce, a niepoprawne chodzenie pogarszają wszystko, nawet operowaną nogę. Po jaką cholerę wstawiać złoto, jak traktuje się je jak zwykły złom? Noga po operacji dostaje maksymalnie po tyłku. Bolą mnie w niej mięśnie, powięź biodrowa przeskakuje mi często po krętarzu, to nie noga sprzed trzech miesięcy gdzie byłam z niej dumna, mogłam się nią chwalić. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma? I czy sytuacja w Piekarach w końcu się zmieni?
W środę rozmawiałam z dr M.M. i jak na razie do końca czerwca bez zmian. Wszystko rozwiąże się 4 lipca i wtedy też mam dzwonić. Ciekawe jak to będzie tym razem wyglądało tzn. cała ta procedura. Bo mam dość!!!
Na pewno też na moje samopoczucie ma wpływ pogoda. Upalne dni poprzecinane ulewnymi deszczami zawsze miały wpływ na moje bioderka. Już wkroczyliśmy w kalendarzowe lato, a by się chciało powiedzieć, że to jest środek wiosny. Dobrze, że jeżdżę dość często na działkę, tam wśród zieleni wypoczywam i pożeram grillowane potrawy z surówkami, które uwielbiam :)
Zacznijmy od początku...
Kilka dni temu obchodziłam swoje kolejne 18-te urodziny he he :) W związku z czym odprawiałam w sobotę imprezkę urodzinową. Goście punktualni, stół suto zastawiony, procenty - a jakże też były, humor dopisywał. Po prostu wymarzone party. Najgorsze było to, że przed samą imprezą połknęłam "prochy", by przetrwać jakoś. Już całą noc nie spałam, zresztą nie pierwszą, bo koszmarny ból ze sporą częstotliwością wyrywał mnie z objęć Morfeusza. To straszne, by ból nie dał normalnie choć egzystować. Może prochy, a może alkohol sprawiły że spałam jak dziecko do 9.30. Ależ byłam zła, gdy telefon telefon zaczął dzwonić i przerwał te błogie uczucie snu. Z drugiej strony, czy powinnam się złościć, że ktoś o 9.30 do mnie dzwoni? Przecież dla większości ludzi to normalna godzina na wstawanie. W większości pewnie też już są po śniadaniu, ba..., może nawet po porannej kawce. A ja niestety jak "alien" burzę się o przyziemną rzecz. Choć i dzwoniący też powinien być na tyle wyrozumiały, by domyślić się, tym bardziej, że zna moją sytuację. A tak naprawdę jest obrażony...
W rehabilitacji wielka d@@pa
Rehabilitant ledwo umie mnie już wyprowadzać na prostą, jak to sam stwierdził :(
Coraz większe przykurcze najprawdopodobniej odpowiadają za moje bezsenne noce, a niepoprawne chodzenie pogarszają wszystko, nawet operowaną nogę. Po jaką cholerę wstawiać złoto, jak traktuje się je jak zwykły złom? Noga po operacji dostaje maksymalnie po tyłku. Bolą mnie w niej mięśnie, powięź biodrowa przeskakuje mi często po krętarzu, to nie noga sprzed trzech miesięcy gdzie byłam z niej dumna, mogłam się nią chwalić. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma? I czy sytuacja w Piekarach w końcu się zmieni?
W środę rozmawiałam z dr M.M. i jak na razie do końca czerwca bez zmian. Wszystko rozwiąże się 4 lipca i wtedy też mam dzwonić. Ciekawe jak to będzie tym razem wyglądało tzn. cała ta procedura. Bo mam dość!!!
Na pewno też na moje samopoczucie ma wpływ pogoda. Upalne dni poprzecinane ulewnymi deszczami zawsze miały wpływ na moje bioderka. Już wkroczyliśmy w kalendarzowe lato, a by się chciało powiedzieć, że to jest środek wiosny. Dobrze, że jeżdżę dość często na działkę, tam wśród zieleni wypoczywam i pożeram grillowane potrawy z surówkami, które uwielbiam :)
Czy tak być musi?
Od środy istna męczarnia. Boli non stop. Plastry kinesio nie pomagają, tabletki również słabo koją mój ból. Ba, nawet rehabilitant nie pomógł na ostatnim spotkaniu, a ja w nocy prawie nie sypiam, a w dzień w zasadzie też bez zmian. Muszę non stop zmieniać pozycję, to jedyna ulga. Kurcze, ile tak można się męczyć? Jak sobie wspomnę, że teraz właśnie też powinno mnie boleć, ale miały to być typowe bóle pooperacyjne, to cholera mnie bierze. Tym bardziej, że czuję, iż ta noga z BMHR-em dostaje tak po dupie, że obawiam się o nią. Dzisiaj wstałam z impetem, bo telefon chciałam zdążyć odebrać i poczułam tak duży ból w okolicy pośladka i uda, że się poskładałam, a telefonu nie odebrałam. Czy tak musi być? Czy komuś zależy na spierdzieleniu dobrze wykonanej roboty?
Weekend spędziłam w kempingu nad jeziorem Dzierżno. Fajne klimaty, a jedyny minus, że nie mogłam się dostać nad wodę, gdzie moi kompani łowili rybki. W rezultacie poczytałam trochę książkę, trochę pospacerowałam i grillowałam. Oczywiście nogi i kule nie pozwoliły zejść nad brzeg, bo było zbyt stromo. Ktoś pomyślał, żeby ułatwić zejście układając opony w formie schodów, tylko ciekawe dla kogo było te ułatwienie...
Dobrze, że siostra ze mną spacerowała i z innych stron mogłyśmy zachwycać się urokiem jeziora. Ponad to dzięki towarzyszom naprawdę miło spędziłam czas. Nie musiałam myśleć o operacji, a nawet o bólu w euforii śmiechu, też czasem zapominałam. Oby więcej takich chwil było w moim życiu...
Weekend spędziłam w kempingu nad jeziorem Dzierżno. Fajne klimaty, a jedyny minus, że nie mogłam się dostać nad wodę, gdzie moi kompani łowili rybki. W rezultacie poczytałam trochę książkę, trochę pospacerowałam i grillowałam. Oczywiście nogi i kule nie pozwoliły zejść nad brzeg, bo było zbyt stromo. Ktoś pomyślał, żeby ułatwić zejście układając opony w formie schodów, tylko ciekawe dla kogo było te ułatwienie...
Dobrze, że siostra ze mną spacerowała i z innych stron mogłyśmy zachwycać się urokiem jeziora. Ponad to dzięki towarzyszom naprawdę miło spędziłam czas. Nie musiałam myśleć o operacji, a nawet o bólu w euforii śmiechu, też czasem zapominałam. Oby więcej takich chwil było w moim życiu...
The term of finish!
W indeksie nauczyciele zapełnili już rubryki satysfakcjonującymi bardzo dla mnie ocenami. Najbardziej bałam się angielskiego, a poszedł mi zupełnie gładko. Czego ja tak bardzo się stresuję, a potem i tak wiedza zdobyta przez ten czas, jakoś sama wypływa. Profesor poprosił o wylosowanie jednego obrazka i jednego dialogu. Na obrazku dziewczyna i chłopak malowali ścianę. Musiałam w detalach opisać ubiór i wszystko co widziałam na nim. Potem dostałam dodatkowe pytanie i przeszliśmy do dialogu. Na szczęście profesor pierwszy musiał zacząć (wg wskazań z kartki) i dlatego uważam, że było mi łatwiej. Było, minęło. A teraz?
Wakacje! W pełni zasłużone :) Książki i zeszyty w kąt na trzy miesiące.
Do zobaczenia szkolni koledzy, koleżanki i profesorowie we wrześniu.
Wakacje! W pełni zasłużone :) Książki i zeszyty w kąt na trzy miesiące.
Do zobaczenia szkolni koledzy, koleżanki i profesorowie we wrześniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)