Nikt mnie nie budzi. Nikt nic ode mnie nie chce. Sprzątaczki jedynie mi się co rusz po pokoju krzątają. Na tym oddziele są przecudowne luzy. Nie ma tego spięcia jak w innych szpitalach, że już od szóstej trza wstawać, myć się, ogarnąć koło siebie. Tutaj wszystko ma swój czas, bez pośpiechu. A i pielęgniarki milsze dla pacjenta chyba dzięki temu są.
W końcu pojawia się jedna pielęgniarka. Tylko podrzuciła mi dzisiejszą zieloną kreację na ten sądny dzień. Potem druga przybiega i w locie maluje mi strzałkę na nodze, którą mam mieć operowaną. Poszłam się okapać, ogolić nogi (wymóg do operacji) i tak siedzę jak pipa i czekam, bo mam iść jako trzecia na operację. Przypuszczalnie koło trzynastej mnie pewnie porwą :) Ponownie zdecydowałam się na znieczulenie podpajęczynkowe. Zobaczymy czy i tym razem nie pożałuję swojej decyzji.



