Dzień operacji

Nikt mnie nie budzi. Nikt nic ode mnie nie chce. Sprzątaczki jedynie mi się co rusz po pokoju krzątają. Na tym oddziele są przecudowne luzy. Nie ma tego spięcia jak w innych szpitalach, że już od szóstej trza wstawać, myć się, ogarnąć koło siebie. Tutaj wszystko ma swój czas, bez pośpiechu. A i pielęgniarki milsze dla pacjenta chyba dzięki temu są.
W końcu pojawia się jedna pielęgniarka. Tylko podrzuciła mi dzisiejszą zieloną kreację na ten sądny dzień. Potem druga przybiega i w locie maluje mi strzałkę na nodze, którą mam mieć operowaną.  Poszłam się okapać, ogolić nogi (wymóg do operacji) i tak siedzę jak pipa i czekam, bo mam iść jako trzecia na operację. Przypuszczalnie koło trzynastej mnie pewnie porwą :) Ponownie zdecydowałam się na znieczulenie podpajęczynkowe. Zobaczymy czy i tym razem nie pożałuję swojej decyzji.

Niedziela 07.08.2011

Sobota i niedziela miały przebiec w szpitalu pod totalnym znakiem nudy. I faktycznie sobota do takowych należała. Na przemian zamęczałam laptopa, gazety, a czasem pielęgniarki zaczepiałam :)
Za to w niedzielę z rana wzięłam prysznic i udałam się na mszę do kaplicy. Ba, nawet komunię przyjęłam, ponieważ dnia poprzedniego spowiedź. Ksiądz któremu powierzyłam swoje "błędy" jest naprawdę z powołania i zapewne dlatego się zdecydowałam.
Na mszy natknęłam się na koleżankę Ulę, która dochodziła do sprawności na oddziale rehabilitacyjnym. Natomiast już prawie byłam pod salą, gdy zaczepił mnie mężczyzna. Pierwsze myśli gdy przemówił to były, że pewnie na badania mnie zaraz porwie. Jak się jednak okazało, to był znajomy, z którym dłuższy czas korespondowałam. Poznałam go w sieci, a łączą nas bioderkowe problemy. Okazał się bardzo sympatycznym interesującym mężczyznom.
Po jego odwiedzinach doszłam do wniosku, że tak samo lekko mi się z nim rozmawiało, jak i klikało przez komunikator GG.
Po obiedzie wraz z Ula udałyśmy się do parku i upajałam się przed operacja "wolnością".Na oddziele zostawiłam mój numer telefonu i poleciałam na pogaduchy. Wieczorem troszkę zmęczona ta latanina poszłam do pokoju i tu pielęgniarka mnie złapała, by zrobić mi lewatywę. SZOK!!! Wiedziałam, że na tym oddziale lewatywa jest praktykowana, ale gdzieś po cichu liczyłam, że uda mi się tak jak ostatnim razem. No niestety tym razem się nie udało. Co za głupie uczucie. Jakby jakieś pieprzone rozwolnienie dopadło. Brrrrrr.
Pozbierałam się do kupy i dalej poleciałam na pogaduchy. Do pokoju wróciłam po 21.00. Włączyłam laptopa i się okazało że bez problemu mogę się dopiąć do kogoś do internetu. Minus taki, że muszę siedzieć na korytarzu, bo tylko tam jest zasięg. I tak na korytarzu, na krzesełku przyniesionym przez pielęgniarkę, serfowałam bez skrupułów w sieci. Aż mnie mój operator, który miał niedzielny dyżur, chciał wyrzucić spać. W odwecie powiedziałam, że on powinien iść spać, gdyż to on musi być dnia następnego mobilniejszy, skoro ma mnie operować. Zagadałam go jeszcze tylko na temat mojego nanosa, czy to jego zdaniem ostateczna możliwość. Okazało się, że wszystko się okaże na stole i jeszcze mogę się obudzić z kolejnym BMHR-em. Po miłej wymianie zdań, oboje udaliśmy się każdy w swoją stronę na nocny spoczynek. Ja jeszcze zażyłam tylko jakąś tabletkę nasenną, którą mi zlecili i tak grubo po północy poszłam spać.

Przesuniety termin- wskazówki

W zasadzie już dla mnie normą jest, że w Piekarach termin przyjęcia do szpitala na operacje jest niejednokrotnie przesuwany.
Co wtedy zrobić ze skierowaniem, które ma "przeterminowaną" datę? Jak wygląda cała procedura przyjęcia?

Po pierwsze najpierw z tym skierowaniem udajemy się do oddziałowej, oddziału na którym mamy leżeć. Ona robi z tyłu odpowiednią adnotację i wtedy idziemy dopiero do tzw. punktu planowych przyjęć.
Tam musimy mieć odpowiednie dokumenty. Dowód, podbita książeczkę zdrowia, która UWAGA! jest ważna tylko jeden miesiąc lub legitymacja rencisty/emeryta.Tam bardzo miła pani dalej daje wskazówki, co mamy robić, gdzie się udać.
Poza tym potrzebne są badania: mocz, krew, EKG, ciśnienie, zgoda od internisty na zabieg, w którym pisze, że układ krążeniowo- oddechowy jest w jak najlepszym porządku. Dodatkowo musimy mieć za sobą zaświadczenie, że byliśmy szczepieni przeciw żółtaczce WZW typu B oraz, że wszystkie ząbki mamy wyleczone.
PIĄTEK 05.08.2011
Według wyznaczonego terminu, kilka razy poprawianego przez doktora Mielnika, w piątek około ósmej godziny pojawiłam się wraz z moim tatą, który tego dnia był moim driverem, w Szpitalu Urazowym w Piekarach Śląskich.

Po zaparkowaniu pierwsze kroki skierowałam prosto do pokoju gdzie są planowane przyjęcia.
Pani bardzo miła, zminimalizowała moją procedurę, tym bardziej, że już większość moich danych mieli w komputerze.
Za  to naczekałam się trochę już u góry tzn na oddziele na który zostałam przyjęta.
Głownie dlatego, że oddziałowa musiała uczestniczyć w obchodzie, a to ona tym się zajmuje.
W międzyczasie mojemu ojcu dostał się opiernicz od niej, bo zdecydowanie go z kimś pomyliła hi hi.
Krew pobrali, mocz choć nie chciałam to jednak oddałam, z dołu mój tato przyniósł wydrukowane zdjęcie a ja szybko skoczyłam na EKG.
Szybko ulokowałam się w przydzielonym pokoju w którym jestem sama, a który przewrotnie nazywam "pokojem dla VIP-ów".
Jest tu spokojnie, po południu słońce na szczęście nie świeci.
Jest to pokój jednoosobowy z łazienką i toaletą oraz łóżkiem sterowanym elektronicznie i jest to wszystko tylko dla mnie.
Wokół same męskie hormony, ponieważ leżę na męskim Oddziele.
Wolę całkowitą samotność niż deja vu z poprzedniej operacji, gdy ... Ech, wolę nie wspominać. Brrrrrrr!
Wiem, że będę się nudzić bo raczej do małomównych nie należę, ale zawsze można pogadać z pielęgniarkami, które tutaj wydają się być przemiłe oraz zawsze jeszcze rozmowy przez telefon zostają.
Właściwie już całe popołudnie i wieczór się nudziłam. Pozostaje mi nadrabianie zaległości w filmach, lekturze oraz prasie. No i nie zapominam o rozluźnianiu mięśni :)
W poniedziałek operacja to jest dokładnie 13 miesięcy po poprzedniej operacji.
Już wiem, że nie będę miała BMHR-a.
Niestety warunki nie pozwalają na to.
Jeszcze postaram się porozmawiać z dr Mielnikiem dlaczego dokładnie tak się dzieje.
Choć zawsze twierdziłam, że wolę dobrze wstawione endo niż kapę na siłę.
Nie śpię! Boję się! Biodro boli :(
Wcale nie jest łatwiej, że wiem jak to wszystko wygląda. 
Dopiero teraz do mnie dociera, że z minuty na minutę coraz bardziej się denerwuję. 
Operacja za 4 dni...
Cholera, szlag by to.
Mam nadzieję, że żadnego przesuwania terminu już nie będzie, bo chyba zwariuję do reszty.



"...Katowice, Sosnowiec, Gliwice, Bytom czy Rybnik muszą zerwać z wizerunkiem regionu, kojarzonego z brudnym górnikiem wracającym z szychty. "- pisze jedna z gazet. 

Ale po co? 
Co złego jest w brudnym od pracy dającej chleb całym rodzinom, górniku? Co złego jest w przeszłości Śląska, która nierozerwalnie kojarzy się m.in. z dokładnie takim górnikiem?

"Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy. Choć macie sami doskonalsze wznieść." pisał ku przestrodze Adam Asnyk. Ale "my" młodzi wiemy lepiej...

Ja mam w rodzinie wielu górników, ba nawet mój narzeczony codziennie zjeżdża na dół na "szychtę" i nie wstydzę się tego. Jak to się 
u nas mówi, pracuje na grubie, roz w miesiącu dostaje geld, a roz w roku mo geburstag. Uważam, że ma dobrą, choć niebezpieczną pracę. To cholernie ciężki zawód, nie tylko dla górnika, lecz również dla jego bliskich..



Taka mała odskocznia od mojego "klepania" na temat bioder. Choć to w końcu nie tylko blog o BMHR-ach, ale ogólnie o moim życiu, a górnictwo jest jego nieodzowną częścią.

Rok później...

Już jestem pewna, że zaczyna się nowy etap w moim życiu. Po ponad roku tj. 5 sierpnia, mam się zgłosić do izby przyjęć piekarskiej urazówki, a zaraz po weekendzie będą mi operować drugie biodro.
W czwartek ostatni posiłek powinnam zjeść najpóźniej o 18-tej, a w piątek przyjechać z samego rana na czczo. To wszystko po to, by badania nie były wypatrzone.
Ciekawe jak teraz to wszystko przejdę? Na pewno fizycznie jestem lepiej przygotowana, no i wszystko znam od podszewki :) Czy się boję? Oczywiście! To przecież naturalny odruch.