Dzisiaj moja mama ma urodziny. Shit! Oczywiście zapomniałam o tym fakcie. :( Czy ja zawsze z tego typu datami muszę mieć problem? Mama zapytała się w sms-ie, czy przyjdę, czy jestem w pracy. Oczywiści siedzę w pracy na popołudnie i nie jestem w stanie ją odwiedzić w tak ważnym dla niej dniu. Niestety w dalszym ciągu pieniądz nakręca cały system, dlatego też praca jest tak ważna. Choć nie ukrywam, że pracuję z przyjemnością, bo po prostu lubię to co robię.
Przed pracą podjechałam do Krzysia na rehabilitację. Jest prawie rok od ostatniej operacji, a czuję, ba ja to wiem, że nadal jestem w dupie. Niby nie jest źle, są ogromne postępy, ale to nie to czego oczekiwałam po takim okresie.
Dzisiaj Krzysiek zbadał mi stopy i... Mam płaskostopie, płaskostopie poprzeczne, jedna stopa idzie mi do koślawości, a druga do szpotawości. Ponad to źle obciążam stopy oraz palce w lewej stopie. Z pięciu palców moja stópka wybrała sobie punkt podparcia jedynie na środkowym palcu. Kurcze, ale mam przewalone. Jak nie urok to ... Przemarsz wojska :/
Tak więc na pewno będzie wkładka do butów :P
Newsy z frontu
Co można robić w pracy?
Można odbierać telefony, rozmawiać z innymi konsultantami, ale można również napisać nowego posta :)
News:
ZDAŁAM MATURĘ !!!
Tym samym daje mi to możliwość podjecia studiów. Kierunek wybrałam rachunkowość. Hm, chociaż raczej dobre, fundacyjne duszki "wskazały" mi taki kierunek :)
Mogę głośno powiedzieć, że uzupełnienia braku w wykształceniu m.in. dały mi moje chore biodra. Zawaliłam to w młodości, więc na starość trza do szkoły mykać :)
Nadal się rehabilituję :) Chodzę tydzień w tydzień, o ile praca mi na to pozwala. Mój rehabilitant bardzo idzie mi na rękę. Próbuje dostosować swoje godziny do moich, co czasem jednak wychodzi z negatywnym skutkiem, niestety.
Generalnie, po prawie roku od operacji, jak bardzo się postam, to już nie kołyszę tułowiem, ale jeszcze kosmos do roboty mam w tym zakresie. Czy to się kiedyś skończy? Niestety nie! Wiem, że jestem zmuszona współpracować z fizjoterapeutą do końca mych dni.
Najważniejsze jest teraz praca nad przeponą i stabilizacją miednicy. Forumowy fizjoterapeuta - Fizkom, podczas ostatniego spotkania, pochwalił naszą moją i Krzysia robotę. Powiedział, że poczyniłam duży postęp w drodze do sprawności, ale nie ukrył że to dopiero początek. Dał mi parę wskazówek, za które jestem mu wdzięczna.
Dodał że jak moje fundamenty (miednica) nie będą stabilne to nigdy domu na nim nie zbuduję. I tego się trzymam.
Pozdrowienia dla moich stałych czytelników :*
Można odbierać telefony, rozmawiać z innymi konsultantami, ale można również napisać nowego posta :)
News:
ZDAŁAM MATURĘ !!!
Tym samym daje mi to możliwość podjecia studiów. Kierunek wybrałam rachunkowość. Hm, chociaż raczej dobre, fundacyjne duszki "wskazały" mi taki kierunek :)
Mogę głośno powiedzieć, że uzupełnienia braku w wykształceniu m.in. dały mi moje chore biodra. Zawaliłam to w młodości, więc na starość trza do szkoły mykać :)
Nadal się rehabilituję :) Chodzę tydzień w tydzień, o ile praca mi na to pozwala. Mój rehabilitant bardzo idzie mi na rękę. Próbuje dostosować swoje godziny do moich, co czasem jednak wychodzi z negatywnym skutkiem, niestety.
Generalnie, po prawie roku od operacji, jak bardzo się postam, to już nie kołyszę tułowiem, ale jeszcze kosmos do roboty mam w tym zakresie. Czy to się kiedyś skończy? Niestety nie! Wiem, że jestem zmuszona współpracować z fizjoterapeutą do końca mych dni.
Najważniejsze jest teraz praca nad przeponą i stabilizacją miednicy. Forumowy fizjoterapeuta - Fizkom, podczas ostatniego spotkania, pochwalił naszą moją i Krzysia robotę. Powiedział, że poczyniłam duży postęp w drodze do sprawności, ale nie ukrył że to dopiero początek. Dał mi parę wskazówek, za które jestem mu wdzięczna.
Dodał że jak moje fundamenty (miednica) nie będą stabilne to nigdy domu na nim nie zbuduję. I tego się trzymam.
Pozdrowienia dla moich stałych czytelników :*
Pracowity maj
Nie chciałam się zmuszać do wpisów, gdyż one wychodzą wtedy dość sztuczne. Nie raz tak robiłam a potem byłam zmuszona je kasować.
Czy dużo się u mnie wydarzyło to nie sądzę, ale moje drobne kroczki chętnie opiszę.
Co do matury, to nadal czekam na wyniki więc w zasadzie mogę się pochwalić jedynie ustnymi, które zdałam. Stres, który mi towarzyszył jest niewyobrażalny. Chyba nie chciałabym już nigdy w życiu czegoś takiego przeżyć. Ale mam nadzieję, że jakimś cudem wyniki z matury pisemnej będą dla mnie pozytywne.
Rehabilitacja, pomimo że z Krzyśkiem trochę się rozmijaliśmy, to w końcu wskoczyła na właściwe tory. Znów jestem zadowolona z wyników naszej współpracy. Czuję że drobnymi kroczkami znów ruszyłam do przodu.
W miedzy czasie z ramienia Fundacji BIODERKO zorganizowałam Warsztaty Nordic Walking. Warsztaty odbyły się w Rehamedica w Gliwicach i miały na celu wprowadzić tego typu formę sportu w rehabilitację bioderkowiczów. Uczestniczki były bardzo zadowolone z przekazanej nam wiedzy, a następnie udaliśmy się wraz z panem Wojtkiem w plener, gdzie pod jego czujnym okiem korygowaliśmy swoje błędy. Wróciłyśmy zmęczone, ale pełne znakomitej wiedzy, którą zamierzamy wykorzystać w powrocie do sprawności i jej utrzymania.
Kolejnym elementem mojego skromnego życia było zorganizowanie imprezy na której goście celebrowali wkroczenie w pełnoletność mojej malutkiej córeczki Karinki. Moje maleństwo czuję, że powoli "ucieka" z gniazda, a najgorsze jest to, że taka jest kolej rzeczy, a my rodzice w zasadzie nie mamy wpływu na to. Osiemnaście lat ukończyła 12 maja i tego dnia zrobiłam jedynie drobny poczęstunek. Tydzień później zorganizowała dla przyjaciół spotkanie, a w kolejny weekend była główna feta na której była zaproszona najbliższa rodzina. Bardzo duuużo ludzi było. Ludziska zmuszona została podzielić na dwa pokoje. Ale i tak musiało być super skoro siostrzenica mojego Krzysia powiedziała "ciocia, to były najlepsze urodziny".
I tak zleciał cały maj...
Plątanina rehabilitacji, imprez urodzinowych Kariny, oczywiście matura, życie codzienne, praca oraz inne spotkania rodzinne doprowadziły do tego że przychodziłam i chciałam tylko odpoczywać. Byłam psychicznie zmęczona.
W ten weekend wybrałam wraz z moją Krzysiunią się nad Jezioro Sulejowskie, gdzie forumowicze wspólnie celebrowali III Urodziny Forum BIODERKO. Heh, to była impreza!!! Tort, szampan, jedzonko, trunki "wyskokowe" i humory pierwszorzędne. Szkoda tylko że czas biegł jak oszalały i nie dał się nasycić weteranami i nowo poznanymi osobami z forum wraz z rodzinami. Fotorelacja wkrótce :)
W drodze powrotnej wraz ze znajomymi delikatnie zboczyliśmy z trasy by pomodlić się w mistycznym miejscu jakim niewątpliwie jest Sanktuarium Maryjne na Jasnej Górze. Ależ to miejsce robi wrażenie, ale jednak najbardziej cudowny jest wizerunek Matki Bożej, przed którym uklękłam i pomodliłam się za nasze zdrowie.
Jasna Góra była kolejnym etapem mojego powrotu do zdrowia. Przed operacją nie zdecydowałabym się tam pojechać bo trasa, choć krótka, była wtedy dla mnie jak zdobycie Mount Everest. Teraz zdobyłam tę górę bez grama zadyszki.
To na razie tyle...
Kilka fotek z tych pracowitych dni:
Czy dużo się u mnie wydarzyło to nie sądzę, ale moje drobne kroczki chętnie opiszę.
Co do matury, to nadal czekam na wyniki więc w zasadzie mogę się pochwalić jedynie ustnymi, które zdałam. Stres, który mi towarzyszył jest niewyobrażalny. Chyba nie chciałabym już nigdy w życiu czegoś takiego przeżyć. Ale mam nadzieję, że jakimś cudem wyniki z matury pisemnej będą dla mnie pozytywne.
Rehabilitacja, pomimo że z Krzyśkiem trochę się rozmijaliśmy, to w końcu wskoczyła na właściwe tory. Znów jestem zadowolona z wyników naszej współpracy. Czuję że drobnymi kroczkami znów ruszyłam do przodu.
W miedzy czasie z ramienia Fundacji BIODERKO zorganizowałam Warsztaty Nordic Walking. Warsztaty odbyły się w Rehamedica w Gliwicach i miały na celu wprowadzić tego typu formę sportu w rehabilitację bioderkowiczów. Uczestniczki były bardzo zadowolone z przekazanej nam wiedzy, a następnie udaliśmy się wraz z panem Wojtkiem w plener, gdzie pod jego czujnym okiem korygowaliśmy swoje błędy. Wróciłyśmy zmęczone, ale pełne znakomitej wiedzy, którą zamierzamy wykorzystać w powrocie do sprawności i jej utrzymania.
Kolejnym elementem mojego skromnego życia było zorganizowanie imprezy na której goście celebrowali wkroczenie w pełnoletność mojej malutkiej córeczki Karinki. Moje maleństwo czuję, że powoli "ucieka" z gniazda, a najgorsze jest to, że taka jest kolej rzeczy, a my rodzice w zasadzie nie mamy wpływu na to. Osiemnaście lat ukończyła 12 maja i tego dnia zrobiłam jedynie drobny poczęstunek. Tydzień później zorganizowała dla przyjaciół spotkanie, a w kolejny weekend była główna feta na której była zaproszona najbliższa rodzina. Bardzo duuużo ludzi było. Ludziska zmuszona została podzielić na dwa pokoje. Ale i tak musiało być super skoro siostrzenica mojego Krzysia powiedziała "ciocia, to były najlepsze urodziny".
I tak zleciał cały maj...
Plątanina rehabilitacji, imprez urodzinowych Kariny, oczywiście matura, życie codzienne, praca oraz inne spotkania rodzinne doprowadziły do tego że przychodziłam i chciałam tylko odpoczywać. Byłam psychicznie zmęczona.
W ten weekend wybrałam wraz z moją Krzysiunią się nad Jezioro Sulejowskie, gdzie forumowicze wspólnie celebrowali III Urodziny Forum BIODERKO. Heh, to była impreza!!! Tort, szampan, jedzonko, trunki "wyskokowe" i humory pierwszorzędne. Szkoda tylko że czas biegł jak oszalały i nie dał się nasycić weteranami i nowo poznanymi osobami z forum wraz z rodzinami. Fotorelacja wkrótce :)
W drodze powrotnej wraz ze znajomymi delikatnie zboczyliśmy z trasy by pomodlić się w mistycznym miejscu jakim niewątpliwie jest Sanktuarium Maryjne na Jasnej Górze. Ależ to miejsce robi wrażenie, ale jednak najbardziej cudowny jest wizerunek Matki Bożej, przed którym uklękłam i pomodliłam się za nasze zdrowie.
Jasna Góra była kolejnym etapem mojego powrotu do zdrowia. Przed operacją nie zdecydowałabym się tam pojechać bo trasa, choć krótka, była wtedy dla mnie jak zdobycie Mount Everest. Teraz zdobyłam tę górę bez grama zadyszki.
To na razie tyle...
Kilka fotek z tych pracowitych dni:
Warsztaty Nordic Walking
III Urodziny Forum BIODERKO
Tego się nie zapomina!
Kupowałam auto pełna obaw...
Jak sobie za kółkiem poradzę?
Przecież kilka lat nie prowadziłam żadnego samochodu :(
Śmieszne, ale wymigałam się nawet od jazdy próbnej, ale gdy odbierałam auto, to właśnie ja siedziałam za kierownicą. Wsiadłam, wysłuchałam wskazówek sprzedawcy i pojechałam odwieźć Krzysia do domu :) Jechałam... Obawy odeszły w zapomnienie, a ja czułam się jak ryba w wodzie. Pojechałam do pracy. Cóż za wygoda :)
Ciekawiło mnie również jak moje nóżki będą się sprawowały. Czy będę czuła różnicę przed operacją, a po operacji? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wszystko jest o wiele lepiej niż przed.
Jestem dumna ze swojej nowej zabawki, która niewątpliwie ułatwi mi życie :)
Jak sobie za kółkiem poradzę?
Przecież kilka lat nie prowadziłam żadnego samochodu :(
Śmieszne, ale wymigałam się nawet od jazdy próbnej, ale gdy odbierałam auto, to właśnie ja siedziałam za kierownicą. Wsiadłam, wysłuchałam wskazówek sprzedawcy i pojechałam odwieźć Krzysia do domu :) Jechałam... Obawy odeszły w zapomnienie, a ja czułam się jak ryba w wodzie. Pojechałam do pracy. Cóż za wygoda :)
Ciekawiło mnie również jak moje nóżki będą się sprawowały. Czy będę czuła różnicę przed operacją, a po operacji? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wszystko jest o wiele lepiej niż przed.
Jestem dumna ze swojej nowej zabawki, która niewątpliwie ułatwi mi życie :)
"Samochwała"
Trzy lata minęły jak z bicza strzelił. Wczoraj upajałam się świadomością, że ukończyłam szkołę średnią i to z rewelacyjnymi wynikami.
Trzy lata! Wyrzeczeń, samodyscypliny w końcu przyniosły wymarzony efekt. Aż, dziwne że z moim słomianym zapałem dotrwałam :) Choć nie ukrywam, że pod koniec gdzieś się wypaliłam. Dobrze, że ambicja nie pozwoliła mi bym odpuściła, przecież tak ciężko pracowałam. Jeszcze tylko matura i uwolnię się całkowicie od nauki.
Żal mi tylko, że rozstanę się z tak wspaniałymi ludźmi. Cholernie się do nich przyzwyczaiłam Pomagaliśmy sobie wzajemnie, wspieraliśmy się, dzięki temu bardzo liczną grupą ukończyliśmy liceum ogólnokształcące dla dorosłych. Ciężko będzie zapomnieć o tych łobuzach :)
Nauczyciele... Cóż mogę o nich powiedzieć? Mam nadzieję że będą również zawsze uczestniczyć w jakichkolwiek naszych spotkaniach. Wszyscy są dla mnie ikoną nauczycielstwa. Jeżeli macie wyobrażenie o wzorowych nauczycielach, to oni dokładnie każdą z tych cech posiadają!!!
Przyznam się, że nawet sama jestem dumna z siebie. Oby tak dalej!
Co do rehabilitacji to wspomnę tylko tyle, że gdzieś utknęłam. Rehabilitacje mam za rzadko. Co rusz rehabilitant mi przekładał ostatnio spotkania. Nie ukrywam, że niektóre zmiany w harmonogramie nawet mi były na rękę, ale jednak moje ciało dostało automatycznie po tyłku.
W czwartek zamieniłam kule łokciowe, które były moim nieodłącznym atrybutem przez ostatnie pięć lat na kijki nordic walking. Ależ było ciężko na początku. Nawet myślałam o powrocie do kul, ale zaparłam się i... Chodzę bez kul. Może nie chodzę jeszcze kilometrami ale jakże się cieszę że kolejną barierę pokonałam. Tutaj problemem z kulami było to że jak tylko zmęczona byłam, czy szłam niedbale to zaczynałam wisieć na kulach. Dzięki temu mogłam sporo chodzić, ale po cóż chodzić byle jak, gdy można popracować, pomęczyć się trochę i chodzić tylko przy pomocy nordic walking.
Kijki kupiłam bardzo dobrego gatunku. Mają to na czym mi zależało. Po pierwsze, mają rękojeść z korka, a po drugie rękawiczki w łatwy sposób można wypiąć.
No tak...
Pewnie wyczekujecie na kolejny wpis, a tu echo.
Cierpię na chroniczny brak czasu. :(
Poważna choroba :P
W rehabilitacji duże postępy, choć podczas śniegów było wielkie załamanie. Fizjoterapeuta od dwóch spotkań mnie chwali, co jest dziwne, bo nigdy tego nie robił. A tu dwa spotkania z rzędu same pochwały. Myślę, że to jest człowiekowi szalenie potrzebne. To jakby dodatkowa motywacja. A za co pochwały? No za chód oczywiście :) Podobno moje wychylenie zmalało, jak również same stawianie kroków idzie mi całkowicie nieźle. Kto by pomyślał, że ten dzień nastąpi...
Jakby się zastanowić, to powoli moje kolejne marzenie się urzeczywistnia.
W pracy... Dużo pracy! Wczoraj miałam dyżur na który się sama zdeklarowałam. "Bagatela" tylko 14 godzin. Wróciłam do domu o 23.00 i prosto do garów, bo dzisiaj moje kochanie celebruje swoje kolejne urodzinki.
Kochanie życzę Ci duuużo zdrówka i wymarzonych prezentów.
Pozostało już mi tylko pochwalić się sukcesami szkolnymi.
Tydzień temu pisałam maturę próbną z matematyki i... Zadałam ją! Dopiero za tydzień dowiem się szczegółów, ale już wiem, że wystarczyła mi liczba dobrze rozwiązanych zadań zamkniętych. Ciekawe jak mi w maju pójdzie? Ale przede mną nauki, a nauki :(
Paskudnie za oknem. Z niewielkimi przerwami pada deszcz. Moje bioderka wolą już deszcz niż śnieg, ale ja chcę słoneczka. Cholernie mi tego brakuje.
Wracam do kuchni!
Do następnego wpisu :*
Mam nadzieję, że nie w biegu.
Pewnie wyczekujecie na kolejny wpis, a tu echo.
Cierpię na chroniczny brak czasu. :(
Poważna choroba :P
W rehabilitacji duże postępy, choć podczas śniegów było wielkie załamanie. Fizjoterapeuta od dwóch spotkań mnie chwali, co jest dziwne, bo nigdy tego nie robił. A tu dwa spotkania z rzędu same pochwały. Myślę, że to jest człowiekowi szalenie potrzebne. To jakby dodatkowa motywacja. A za co pochwały? No za chód oczywiście :) Podobno moje wychylenie zmalało, jak również same stawianie kroków idzie mi całkowicie nieźle. Kto by pomyślał, że ten dzień nastąpi...
Jakby się zastanowić, to powoli moje kolejne marzenie się urzeczywistnia.
W pracy... Dużo pracy! Wczoraj miałam dyżur na który się sama zdeklarowałam. "Bagatela" tylko 14 godzin. Wróciłam do domu o 23.00 i prosto do garów, bo dzisiaj moje kochanie celebruje swoje kolejne urodzinki.
Kochanie życzę Ci duuużo zdrówka i wymarzonych prezentów.
Pozostało już mi tylko pochwalić się sukcesami szkolnymi.
Tydzień temu pisałam maturę próbną z matematyki i... Zadałam ją! Dopiero za tydzień dowiem się szczegółów, ale już wiem, że wystarczyła mi liczba dobrze rozwiązanych zadań zamkniętych. Ciekawe jak mi w maju pójdzie? Ale przede mną nauki, a nauki :(
Paskudnie za oknem. Z niewielkimi przerwami pada deszcz. Moje bioderka wolą już deszcz niż śnieg, ale ja chcę słoneczka. Cholernie mi tego brakuje.
Wracam do kuchni!
Do następnego wpisu :*
Mam nadzieję, że nie w biegu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





